poniedziałek, 4 marca 2013

mama


Nigdy nie widziałam, aby sprawiała sobie inaczej radość, jak tylko przez sprawianie jej innym, zwłaszcza swoim dzieciom. 
Kiedyś było mi to na rękę, ale teraz doprowadza mnie to do granic cierpliwości. 
Mam ochotę potrząsnąć nią i przetłumaczyć jej, aby po 57 latach w końcu uszczęśliwiła samą siebie. Kupiła sobie torebkę za dwieście złotych w sklepie, a nie za 40 u jakiś Bułgarów na bazarze; aby pospała dłużej, zamiast zrywać się bladym świtem po bułki, jakby miały się skończyć na osiedlu z siedmioma sklepami i dwiema piekarniami; aby odeszła od ojca, który na starość robi się nieznośny i myśli, że ma do tego prawo. Aby znowu poczuła się jak kobieta, którą ktoś chce pocałować w rękę...
Ale ona – chce tylko wiedzieć, co ugotować, gdy przyjadę z wizytą. Czy w pracy mam dobrze i czy u mnie też tak zimno jak u nich.
A ja odpowiadam, że może być rosół, że wszystko dobrze, tylko to zimno okropne. I wcale nią nie potrząsam, choć znowu tracę cierpliwość i rozmawiam z nią podirytowanym tonem. I jak ostatnia kretynka obiecuję sobie, że nigdy nie doprowadzę swojego życia do takiego etapu.

A potem mam wyrzuty sumienia, że tak myślę o jej życiu,  które mi poświęciła, abym ja sama mogła mieć swoje lepsze. 

Już się nie zmieni.

Dzieci są bezsilne wobec życia swoich matek.


 
 

niedziela, 17 lutego 2013

gotowość

Przypominam!
Już od dłuższego czasu jestem gotowa zrobić coś zajebistego.
Pokazać swoje umiejętności.Wykorzystać potencjał.
Więc pytam nieśmiało: kiedy ktoś w końcu przyjdzie i mnie do tego zmusi?!



środa, 6 lutego 2013

sól

Mogłabyś?
No w sumie...
Więc?
Nie wiem sama...
No?!
Jeśli się zgodzę, będzie mnie lubił...
Plissss no!
Jeśli się zgodzę, ciągle będzie czegoś chciał...
To tak czy nie?
Hmmm...


Chuj. Sam sobie podam sól.


wtorek, 1 stycznia 2013

postanowienie

Pamiętać:
Życie to nie to, co będzie na wakacjach, w weekend, w przyszłym roku.
Życie to nic wielkiego, nic dziwnego, niecodziennego - co musi się stać, wydarzyć, przyjść.
Życie jest nudnawe, proste i często głupio dobroduszne.
Nie trzeba z nim wydziwiać, kombinować.
Posiedzieć na kanapie, poczytać, popatrzeć w okno - to już życie. Serio.
Brzmi biednie tylko dla tych, którzy jeszcze tego nie poczuli, ale to przyjdzie.
Proste rzeczy przychodzą w końcu, zadziwiają i dają wiele szczerej, jakiejś głupawej radochy.
Radochy z niczego, z byle czego. Proste zadowolenie z tego, że wygodnie się siedzi i miło czas traci.
Tracić czas - ale już!




niedziela, 11 listopada 2012

na kanapie

Spokój. Pokój. Kanapa.
Siedzę i nic.
A jednak coś.
Bo ja siedzę, a kanapa ze światem kołuje.
Kręci się, obraca, dni pogania. Szaleje.
A ja siedzę.
A jednak siedzę inaczej niż minutę temu.
Minuty temu już nie ma.
Więc muszę siedzieć inaczej, choć przecież siedzę tak samo.


Siedzieć w miejscu to nie tautologia
To pobożne życzenie.

Ale nie - to nadal kołuje i gdzieś ma, że ja siedzę.
Że nie chce nigdzie gnać. Do nikąd.




środa, 7 listopada 2012

szczęście

Basia siedzi jak powinna.
Jedna noga na drugiej, obie na obcasie.
Siedzi i się uśmiecha, choć wcale niewesoło.
Przytakuje, ale bez zgody.
Zjadła ciastko, wypiła kawę, a nawet alkohol.
Według kolorowych pism i seriali - świetnie się bawi.
Używa.
Znowu wybuch śmiechu.
Nigdy nie zapamięta tego kawału.
Nawet nie wie, czy był śmieszny.
Nieważne.
Musi być szczęśliwa.
Chce.
Potrzebuje.

Wie, że szczęście przecież nie musi przyjść.
A ona chce, potrzebuje.
Więc jest.
Choć bez przekonania.








wtorek, 6 listopada 2012

nigdy

Gdy pojawia się, nawet rzeczy kompletnie błahe i wcale nam nie bliskie, nabierają ciężaru.
Stają się wartościowe.
Potrzebne. I ważne.
Lekcja biologii w sali nr 23
Wafelek Kukuruku
Obiad w stołówce szkolnej
Wakacje u babci na wsi
20. urodziny
27. urodziny
Pierwszy wtorek listopada 2012
Już nigdy więcej.
Nigdy.