Na szczęście nie dzieje się to zbyt często
Na szczęście ktoś wymyślił czytanie
Każdego więc rana stawiam barykadę z kartek mur z twardej okładki
Każdego rana, choć jak oni bujam się miarowo, staram się z nimi nie mieć nic wspólnego
Nie widzieć smutnych oczu pani po lewej
Trudnego braku dzieciństwa pana po prawej
Zbyt wytartych spodni tego młodego z podejrzanie pustym plecakiem
To chyba normalne, że zamiast nich obok wolę tych na kartkach
Przede mną
Pięknie prawdziwych
Komfortowo nierealnych
Nic im po mnie
Za to naprawdę można pokochać czytanie
Ale nie zawsze tak się udaje
Czasem chwila nieuwagi i książka otwiera się zbyt późno
I widzę
Czytam te oczy dzieciństwo spodnie plecak bez wszystkich książek drugiego śniadania
Tyle historii, tak chujowo napisanych
Na kolanie bez polotu happy początku czy endu
Dziesiątki setki stłoczonych w banalnej scenerii tramwaju
To chyba normalne, że ratunku szukam
uśmiechu matki do dziecka
dziecka szczęśliwego z jazdy (czy braku umiejętności czytania)
Tylko tyle?
To naprawdę źle się czyta
Od tego bolą ...
Więc to chyba normalne, że czym prędzej wyjmuję otwieram twardą okładkę stawiam przed oczami
Bo przecież nieładnie tak patrzeć na innych
Tak sobie mówię bez słów
Tak sobie opowiadam historię nieinteresowania
Nieładnie się przyglądać podczas jazdy tramwajem
piątek, 25 sierpnia 2017
niedziela, 25 czerwca 2017
dom
Dom, który z każdym rokiem spędzonym poza nim, daleko od niego, i fizycznie, i mentalnie, przestaje być stopniowo domem. Jest domem w rozumieniu miejsca pochodzenia, z którego mówimy, że jedziemy do domu i myślimy o miejscu, gdzie czujemy się u siebie. Uwolnienie, przestrzeń, a jednocześnie wyrzuty sumienia, poczucie, że coś, kogoś się zostawiło; kogoś, kto nie będzie tutaj wiecznie. Czas mija. My tam, nie tu.
Dom, jako miejsce, które nas określa, uczy nawyków, myśli długo rewidowanych, oduczanych. Ale i dom jako źródło nas. Możemy nie lubić części swoich cech, ale (poza skrajnymi przypadkami) dom daje nam także tych nas, których lubimy i lubią inni.
Dom, którego się wstydzimy, my z tego domu, których się wstydzimy. Wstyd za rodziców, poczucie winy za ten wstyd. Bezsilność wobec życia rodziców, niemoc zmiany ich życia i złość na własną niemoc, niecierpliwość na własną niemoc. Po tym względem na zawsze zostajemy dziećmi – rodzice nas nie posłuchają. Pokora. Rodzice, za którymi nie tęskni się na co dzień, ale o których odejściu nie sposób nawet pomyśleć. Niemoc porozumienia; brak tematów.
Pogoda, zdrowie, ceny makaronu. Banał, który musi unieść ciężar uczuć najgłębszych. Wieczne poczucie, że nie powiedziało się tego najważniejszego; obawa, czy banał, codzienność powiedziały to jasno, czy w ogóle. Strach, że inni są bliżsi niż rodzice, strach, że to dowód na naszą podłość, niewdzięczność i jednoczesny bunt na przymus wdzięczność za coś, co się dostało nie z własnej decyzji. Odpowiedzialność, której nie wybieraliśmy, a która przyjdzie, choć tak bardzo staramy się o niej nie myśleć. Dom, do którego chce się wracać, a który na miejscu rozczarowuje codziennością, którą żyje. I tym, że nasza obecność jej nie zmienia, ale i złość, gdy czujemy, że coś robione jest z powodu naszej obecność. Złość bycia gościem i jednoczesna niegotowość życia jak domownicy.
Dom w głowie po Zaduchu Marty Szarejko
Dom, jako miejsce, które nas określa, uczy nawyków, myśli długo rewidowanych, oduczanych. Ale i dom jako źródło nas. Możemy nie lubić części swoich cech, ale (poza skrajnymi przypadkami) dom daje nam także tych nas, których lubimy i lubią inni.
Dom, którego się wstydzimy, my z tego domu, których się wstydzimy. Wstyd za rodziców, poczucie winy za ten wstyd. Bezsilność wobec życia rodziców, niemoc zmiany ich życia i złość na własną niemoc, niecierpliwość na własną niemoc. Po tym względem na zawsze zostajemy dziećmi – rodzice nas nie posłuchają. Pokora. Rodzice, za którymi nie tęskni się na co dzień, ale o których odejściu nie sposób nawet pomyśleć. Niemoc porozumienia; brak tematów.
Pogoda, zdrowie, ceny makaronu. Banał, który musi unieść ciężar uczuć najgłębszych. Wieczne poczucie, że nie powiedziało się tego najważniejszego; obawa, czy banał, codzienność powiedziały to jasno, czy w ogóle. Strach, że inni są bliżsi niż rodzice, strach, że to dowód na naszą podłość, niewdzięczność i jednoczesny bunt na przymus wdzięczność za coś, co się dostało nie z własnej decyzji. Odpowiedzialność, której nie wybieraliśmy, a która przyjdzie, choć tak bardzo staramy się o niej nie myśleć. Dom, do którego chce się wracać, a który na miejscu rozczarowuje codziennością, którą żyje. I tym, że nasza obecność jej nie zmienia, ale i złość, gdy czujemy, że coś robione jest z powodu naszej obecność. Złość bycia gościem i jednoczesna niegotowość życia jak domownicy.
Dom w głowie po Zaduchu Marty Szarejko
niedziela, 15 stycznia 2017
Muzy spocone
Nieświadome swojej nadchodzącej sławy
Sławy pięknej i międzynarodowej
Z której nic im się nie dostanie
Jak codziennie, jak co roku o tej porze
Zgięte w pół i zapewne już spocone
Harują Kobiety zbierające kłosy
Oglądane w Londynie, Tokio, Paryżu
A także prawie na pewno w Nowym Jorku i Rzymie
W marmurach
Ramie złotej
Za okazaniem biletu i pod bacznym okiem straży
Harują Kobiety zbierające kłosy
Czy choć trochę świadome swojej sławy?
Czy wiedziały, że dla kogoś były piękne?
Raz w życiu nie wieśniaczki, a muzy bosko zesłane?
Czy ktoś powiedział im to osobiście, by mogły we wsi się chwalić
Czuć, że mogą być - są wyjątkowe?
Czy za tę chwilę natchnienia ktoś ucałował ich rękę (pewnie pierwszy raz i ostatni)?
Albo czy staruszka w spranym fartuchu
Stojąca przed rozkraczoną chałupą
Wie, że dostanie nagrodę na world press photo
Czy innym konkursie dla zdolnych fotografów?
A gdyby wiedziała - czy byłoby jej miło?
Czy los wydawałby się jej bardziej znośny,
A ona sama sobie bardziej ciekawa
Godna zainteresowania, nie tylko roboty?
Chyba to miał na myśli ten dziwny Japończyk Jarmuscha
Który dosiadł się do Patersona, kierowcy autobusu
Chyba to, gdy przekonywał, że i o nim poeta mógłby napisać piękny utwór
Że nawet kierowca może być poetycki
No więc apeluję do obecnych i przyszłych wielkich twórców
Mówcie swoim muzom, jakie są piękne i szlachetne
Zwłaszcza tym banalnym, brzydkim i spoconym
Sławy pięknej i międzynarodowej
Z której nic im się nie dostanie
Jak codziennie, jak co roku o tej porze
Zgięte w pół i zapewne już spocone
Harują Kobiety zbierające kłosy
Oglądane w Londynie, Tokio, Paryżu
A także prawie na pewno w Nowym Jorku i Rzymie
W marmurach
Ramie złotej
Za okazaniem biletu i pod bacznym okiem straży
Harują Kobiety zbierające kłosy
Czy choć trochę świadome swojej sławy?
Czy wiedziały, że dla kogoś były piękne?
Raz w życiu nie wieśniaczki, a muzy bosko zesłane?
Czy ktoś powiedział im to osobiście, by mogły we wsi się chwalić
Czuć, że mogą być - są wyjątkowe?
Czy za tę chwilę natchnienia ktoś ucałował ich rękę (pewnie pierwszy raz i ostatni)?
Albo czy staruszka w spranym fartuchu
Stojąca przed rozkraczoną chałupą
Wie, że dostanie nagrodę na world press photo
Czy innym konkursie dla zdolnych fotografów?
A gdyby wiedziała - czy byłoby jej miło?
Czy los wydawałby się jej bardziej znośny,
A ona sama sobie bardziej ciekawa
Godna zainteresowania, nie tylko roboty?
Chyba to miał na myśli ten dziwny Japończyk Jarmuscha
Który dosiadł się do Patersona, kierowcy autobusu
Chyba to, gdy przekonywał, że i o nim poeta mógłby napisać piękny utwór
Że nawet kierowca może być poetycki
No więc apeluję do obecnych i przyszłych wielkich twórców
Mówcie swoim muzom, jakie są piękne i szlachetne
Zwłaszcza tym banalnym, brzydkim i spoconym
środa, 21 września 2016
dużo czy mało
Coraz częściej nie umiem ocenić
Czy to już za dużo
Czy to jeszcze za mało
Może dlatego, że mogę więcej niż z kieszonkowego
Albo ze zrywania wiśni w wakacje
Bardzo możliwe, że kiedyś nie było tych problemów
Czy lunch, brunch, pizza na telefon zamiast ziemniaków w pojemniku czy kanapki z domu
To już za dużo
Czy wciąż za mało
Bo przecież oliwa w lunchu była tylko z wytłoczyn, a pizza nie robiona przez prawdziwego Włocha?
Czy weekend na kanapie to za mało w obliczu oferty Itaki
I tylko czas stracony, świat niepoznany?
A może ocean to naprawdę przesada w obliczu jezior i stawów?
Skąd wiedzieć
Że nie chce się więcej niż potrzeba
Że nie boi się chcieć więcej niż nas nauczono
Czy to już za dużo
Czy to jeszcze za mało
Może dlatego, że mogę więcej niż z kieszonkowego
Albo ze zrywania wiśni w wakacje
Bardzo możliwe, że kiedyś nie było tych problemów
Czy lunch, brunch, pizza na telefon zamiast ziemniaków w pojemniku czy kanapki z domu
To już za dużo
Czy wciąż za mało
Bo przecież oliwa w lunchu była tylko z wytłoczyn, a pizza nie robiona przez prawdziwego Włocha?
Czy weekend na kanapie to za mało w obliczu oferty Itaki
I tylko czas stracony, świat niepoznany?
A może ocean to naprawdę przesada w obliczu jezior i stawów?
Skąd wiedzieć
Że nie chce się więcej niż potrzeba
Że nie boi się chcieć więcej niż nas nauczono
niedziela, 18 września 2016
od dupy* strony (tekst napisany dla magazynu Żurnal o krześle Tolix)
Już za
pewne starożytni Grecy głosili, że kluczem właściwego ujęcia tematu, jest obranie
odpowiedniej perspektywy, czyli podejście do rzeczy od właściwej strony.
Skoro tak, czyż znajdujecie właściwszą stronę, z której podejść należy do tematu legendarnego krzesła Tolix A, niż od dupy strony?
Skoro tak, czyż znajdujecie właściwszą stronę, z której podejść należy do tematu legendarnego krzesła Tolix A, niż od dupy strony?
Zasadniczo
dupa ma większość rzeczy w sobie i nie dzieje się to bynajmniej z jej woli.
Choć OBOP nie poczynił w tym kierunku jeszcze żadnych badań, ilość zagadnień i spraw, które ludzie w niej pokładają, jest prawdopodobnie największa w historii ludzkości przed i po Chrystusie razem wziętej.
Na to dupa nic poradzić nie może.
Ale jeśli
myśleliście, że naszym dupom jest zupełnie obojętne, gdzie je zasadzamy – oj,
jakże się srodze mylicie. Być może to znak, aby zamiast głową, częściej ruszyć pośladkami. Choć OBOP nie poczynił w tym kierunku jeszcze żadnych badań, ilość zagadnień i spraw, które ludzie w niej pokładają, jest prawdopodobnie największa w historii ludzkości przed i po Chrystusie razem wziętej.
Na to dupa nic poradzić nie może.
Zwłaszcza jeśli idzie o wybór krzeseł do domu.
Wchodzicie
(Wy i Wasze dupy) do sklepu z meblami i od razu „bum!”: Tolix A stoi na
czterech francuskich nogach, z delikatnie lśniącego francuskiego metalu, z całą
swoją francuską historią. Boże, jak on stoi!
Podchodzicie do niego i oczywiście, że nie siadacie. Przecież to Tolix A, a nie jakieś pierwsze lepsze krzesło w IKEI! Zaczynacie więc od metki z ceną – tak, liczba prawdę ci powie: ten Tolix jest zdecydowanie oryginalny. Przenosicie wzrok na cudnie wytłoczone logo z tyłu oparcia – wprost idealne miejsce. Niezbyt wyeksponowane, by nie trąciło tanim szpanerstwem, nieśmiało czekające na wzrok wyrafinowanego znawcy. Potem zauważacie osiem dziurek wydrążonych w siedzeniu.
Wtedy ponownie z całym swoim dramatyzmem uderza Wasz umysł wspaniała historia tego legendarnego krzesła. Dupę zostawiasz więc w sklepie, a wyobraźnią przenosisz w francuskie lata 30-te.
Widzisz
Xaviera Paucharda, który odkrywa metodę przeciw rdzewieniu metalu. Widzisz, jak
zakłada firmę produkującą metalowe meble i projektuje pierwsze krzesło Tolix A,
(teoretycznie) to samo, przy którym zostawiłeś dupę.Podchodzicie do niego i oczywiście, że nie siadacie. Przecież to Tolix A, a nie jakieś pierwsze lepsze krzesło w IKEI! Zaczynacie więc od metki z ceną – tak, liczba prawdę ci powie: ten Tolix jest zdecydowanie oryginalny. Przenosicie wzrok na cudnie wytłoczone logo z tyłu oparcia – wprost idealne miejsce. Niezbyt wyeksponowane, by nie trąciło tanim szpanerstwem, nieśmiało czekające na wzrok wyrafinowanego znawcy. Potem zauważacie osiem dziurek wydrążonych w siedzeniu.
Wtedy ponownie z całym swoim dramatyzmem uderza Wasz umysł wspaniała historia tego legendarnego krzesła. Dupę zostawiasz więc w sklepie, a wyobraźnią przenosisz w francuskie lata 30-te.
Widzisz, w końcu, te wszystkie publiczne miejsca, w których go używano: parki, szpitale, fabryki – wszystko przez to, że trwały i wodoodporny z ośmioma dziurkami do spływania deszczu. Ale gdy zauważasz ogorzałą twarz dostawców piwa, którzy rozdają restauratorom krzesła Tolix w zamian za sprzedaż ich alkoholu… serce pęka i czym prędzej wraca do sklepu.
Bo tu
Tolix to gość. Tutaj dziurki już nie muszą znosić potoków deszczu. Tutaj nikt
go nie czyści z węża jak byle kawiarniany stolik. Tutaj liczy się design.
Ale dupa
się zaparła. Chce siadać. Nie ma rady. Rozglądasz się więc jak uczniak na pasach:
raz w prawo, dwa razy w lewo i siadasz.
I nagle…
Francja
znika, logo zostaje gdzieś z tyłu i wszystko skupia się na dupie. A ta
przyjmuje Tolix skandalicznie chłodno. Czy to od metalu zimno jej ciągnie, czy
może jej po prostu… średnio wygodnie? Przypominasz
jeszcze raz dramatyczną historię, ale na to na nic.
Bo ma ona wszystko
w dupie. Oprócz wygody.
* Gdyby w języku „tyłek” był częściej używany, zostałoby
użyty także w tym artykule. A że jest inaczej…
sobota, 17 września 2016
czy raczej
Bez niego nie ma
teatru.
Bez niego na nic
wysiłki największych reżyserów i scenografów.
Nawet komedia nim
się karmi.
Bo scena niczego bardziej
nie potrzebuje, niczym lepszym nie może nas uraczyć jak dramatem – wielkim i uniwersalnym.
Historią, w której
przegląda się ludzkość wciąż tak samo dokładnie bez względu na mijający czas i
rozwój technologii.
Więc czujemy, że
dramat częścią jest życia (a czasami i życiem samym).
Więc rezerwujemy bilety z
miesięcznym wyprzedzeniem i zasiadamy na widowni, by oglądać dramaty, co tam
komuś się przydarzają.
I wcale nie tylko dlatego, że lubimy, gdy innym gorzej
się dzieje niż nam samym.
Nie.
Raczej jakąś mamy
wiarę niejasną, niczym nieuzasadnioną, że gdy dramat w teatrze zobaczymy, w
teatrze przeżyjemy, nie będziemy musieli przeżywać go w bloku, pracy,
małżeństwie…
(W końcu czy nie o tym właśnie było w liceum to całe katharsis? O oczyszczaniu siebie za
pomocą przeżyć innych)
No więc siedzimy na
widowni, gdzieś pod skórą wagę dramatu czując, ale…
Czy pan w drugim
rzędzie albo pani nieco za nim aby na pewno dbają o kondycję ludzkiego dramatu?
Czy w ogóle zdają sobie sprawę, jak bardzo dramat od nich zależy?
Że życiem
swoim dostarczają (bądź nie) wiary przyszłym i obecnym dramatopisarzom w
możliwość ludzkości do przeżywania pięknych, wzniosłych konfliktów windujących
nasz gatunek kilka szczebli wyżej na drabinie rozwoju?
Wreszcie, czy – gdyby
dziś klasyczni pisarze zasiedli naprzeciw ludzkiej gromady – też stworzyliby
wielkie, zachwycające całe pokolenia dramaty?
Czy raczej…
BALLADYNA W TVN
Ulizany na boczek prezenter z przesadną
emfazą zapowiada dzisiejszy odcinek.
Prezenter: Dzisiejszymi uczestniczkami programu „Która
wyrwie księcia?” jest Balladyna i Alina! Wielkie brawa dla nich!
Kotara za prezenterem opada, ukazując uczestniczki
stojące na podwyższeniu. Obok nich książę Kirkol rozłożony na kanapie obitej
czerwoną imitacją skóry. To on rozsądzi los kandydatek.
Balladyna w czarnym lateksie. Alina ubrana z mini
miniówkę i maxi obcasy. Nieco za duże usta, za mały intelekt. W ręku trzyma
reklamówkę z malinami.
Alina: Hej, jestem Alina, mam dwadzieścia pięć lat
i choć pochodzę z lasu, to jestem urodzoną księżniczką. (puszcza oczko do Kikrola) Świetnie nic nie mówię, dużo się śmieję i
najlepiej zbieram maliny w całym powiecie i świecie haha!
Zachęcony Kirkol bierze dwie maliny z koszyka Aliny, już
wkłada do ust, gdy… wkurzona Balladyna pociąga za włosy Alinę i zwala ją na
parkiet.
Kirkol jeszcze bardziej zachęcony.
Publika szaleje, skandując: Kisiel! Kisiel!
Prezenter przerywa na chwilę program, by nadać reklamy,
za które w związku ze spontaniczną walką w kisielu stacja otrzyma dodatkową
kasę od reklamodawców. A prezenter swój procent doliczany do podstawy.
A już po przerwie!
Prowokowana przez prezentera Balladyna zadźga pilniczkiem
Alinę, co dodatkowo zwiększy cenę nadawanych reklam. Jakby tego było mało –
Józek od efektów specjalnych zabije na żywo(!) Balladynę piorunem 3D. Cena
reklam znowu poleci w górę, prezenter będzie szalał, publika też, a Kirkol w
specjalnym wywiadzie dla Vivy przyzna, że choć lubił dziewczyny z lasu, to na
miłość jeszcze nie ma czasu.
synonimy
Może to wina polonistki
Że wyrazy bliskoznaczne tłumaczyła bez należnego im dystansu
A może synonimów pl net eu, które od lat kształcą przekonanie u Polaków
Że kot dachowiec sierściuch myszołap czy kiciuś to przecież ciągle ten sam Czarek
Tak czy siak
On teraz jej mówi, że ma fajne cycki
Tak czy siak
Ona dziękuje
Nie słyszą w tym nic dziwnego
Nie słyszą, co miałyby zmienić
piersi czy biust
Skoro to wyraz tych samych co cycki gruczołów
Ale wyrazy, choć dają w wyborze swobodę, każdy wybór sumiennie odnotowują w imię przyszłych konotacji
O tych jakoś dziwnie się nie myśli
Jakby kiciuś od sierściucha niczym się nie różnił, bo przecież chodzi o to samo zwierzę
Jakby kiciusia można było tak samo zdzielić z buta, wypieprzyć z domu co go przygarnąć i pogłaskać
Nie słyszą więc, jak cycki już pracowicie konotują, przyciągając do siebie
Dupę
Lachona
Czy inne Ruchanie
Jak szykują frazy na przyszłe spotkania
I choć na razie nie wiadomo, czy ktoś ich użyje
Na wszelki wypadek będą czekać na końcu języka
Oj, trudno będzie im stąd wyperswadować, by przy mniej cyckowej i do ruchania okazji szybko zamieniły się miejscami z bardziej romantycznymi synonimami
Oj, trudno tak będzie o podmiankę, gdy nagle dupa zechce być ukochaną, a cycek piersią
(nie daj boże dekoltem)
Bo wyrazy, choć dają w wyborze swobodę, każdy wybór sumiennie odnotowują
I z niechęcią notatki zmieniają
A przynajmniej nie na zawołanie
Że wyrazy bliskoznaczne tłumaczyła bez należnego im dystansu
A może synonimów pl net eu, które od lat kształcą przekonanie u Polaków
Że kot dachowiec sierściuch myszołap czy kiciuś to przecież ciągle ten sam Czarek
Tak czy siak
On teraz jej mówi, że ma fajne cycki
Tak czy siak
Ona dziękuje
Nie słyszą w tym nic dziwnego
Nie słyszą, co miałyby zmienić
piersi czy biust
Skoro to wyraz tych samych co cycki gruczołów
Ale wyrazy, choć dają w wyborze swobodę, każdy wybór sumiennie odnotowują w imię przyszłych konotacji
O tych jakoś dziwnie się nie myśli
Jakby kiciuś od sierściucha niczym się nie różnił, bo przecież chodzi o to samo zwierzę
Jakby kiciusia można było tak samo zdzielić z buta, wypieprzyć z domu co go przygarnąć i pogłaskać
Nie słyszą więc, jak cycki już pracowicie konotują, przyciągając do siebie
Dupę
Lachona
Czy inne Ruchanie
Jak szykują frazy na przyszłe spotkania
I choć na razie nie wiadomo, czy ktoś ich użyje
Na wszelki wypadek będą czekać na końcu języka
Oj, trudno będzie im stąd wyperswadować, by przy mniej cyckowej i do ruchania okazji szybko zamieniły się miejscami z bardziej romantycznymi synonimami
Oj, trudno tak będzie o podmiankę, gdy nagle dupa zechce być ukochaną, a cycek piersią
(nie daj boże dekoltem)
Bo wyrazy, choć dają w wyborze swobodę, każdy wybór sumiennie odnotowują
I z niechęcią notatki zmieniają
A przynajmniej nie na zawołanie
środa, 4 maja 2016
naprawdę
Stoją na airmaxach conversach placu zbawiciela
Na niby oczywiście
I jeszcze odpowiednio akcentują, by nie wyszło, że sami planują sukces, który wybrańcom powinien przydarzać się po prostu
Bez wysiłku
Ciśnienia
Broń boże desperacji
No to trochę słabo - dzieci slesz obiady
Choćby i dwudaniowe
Naprawdę tylko tyle planujesz planować
Nic z życia prócz życia codziennegoChoćby i z deserami
Oczywiście mamy wolność, twój wybór
Ale przyznaj, że ci źle
Że chciałabyś inaczej, ale nie ma odwrotu
Przyznaj
I nic więcej nam nie trzeba
By stać w airmaxach conversach
Bez lepszego zbawienia
sobota, 16 kwietnia 2016
straty
Najpierw nachodzi mnie przy wyborze marchewki
(Mama mówi, że te mniejsze są lepsze)
Potem przy nowobogackim mielonym smażonym na oleju kokosowym
By ostatecznie wydać swój wyrok podczas bezmyślnego gapienia się w okno
Nachodzi i najtańszym czerwonym długopisem spisuje mi sobotę na straty
A w zasadzie - cały weekend
Ten ogłaszany już od środy w każdej stacji radiowej
Że już tuż tuż, jeszcze trochę
Że się tam kurwa trzymajcie
Keep calm and wiat for piątek
Więc jak tak można marnować?!
Nie wykorzystać na życie właściwe, nie powszednie?!
Przecież ten właśnie stworzony, by pomieścić wszystko, co się nie zmieściło w dobie wtorku czy czwartku
By żyć pełnią wypracowywanej pensji
W końcu! Bogu dzięki! Nareszcie!
Więc jak tak można marnować?! I to w samej stolicy możliwości?!
A może, może po prostu pani ma nudne życie?
Nic do życia? Zero hobby i znajomości?
Może pani bez wyobraźni, polotu, po prostu jak babka i matka zamiast sobotę wykorzystywać, wykorzystywana jest przez sobotę?
To byłoby bardzo niemodne, nie-do-znalezienia w żadnej Vivie.
To należy gdzieś zgłosić do terapeuty
Lub chociaż zatuszować sprawę lifestylowym wpisem na fejsie
Przecież wszystkie stacje radiowe nie mogą się mylić
Przecież z tego może być jakie nieszczęście
...
W tym momencie postanawiam dyskusję skończyć
I zupełnie otwarcie deklaruję chęć spędzenia wieczoru w domu, w dodatku bez znajomych i gier planszowych
Tego już za wiele.
No więc odpuszcza, już nie nachodzi - szkoda czasu na przypadek beznadziejny. A przecież czas w weekend liczy się podwójnie.
A niech idzie. Niech spisze mi na straty weekend czy życie
Nie mam czasu tłumaczyć, że odmawiam weekendowi prawa na wyłączność na szczęście
Że żyje także we wtorki, środy, kto by pomyślał! - poniedziałki
Nic nie mówię, szkoda czasu - pranie samo się nie powiesi.
(Mama mówi, że te mniejsze są lepsze)
Potem przy nowobogackim mielonym smażonym na oleju kokosowym
By ostatecznie wydać swój wyrok podczas bezmyślnego gapienia się w okno
Nachodzi i najtańszym czerwonym długopisem spisuje mi sobotę na straty
A w zasadzie - cały weekend
Ten ogłaszany już od środy w każdej stacji radiowej
Że już tuż tuż, jeszcze trochę
Że się tam kurwa trzymajcie
Keep calm and wiat for piątek
Więc jak tak można marnować?!
Nie wykorzystać na życie właściwe, nie powszednie?!
Przecież ten właśnie stworzony, by pomieścić wszystko, co się nie zmieściło w dobie wtorku czy czwartku
By żyć pełnią wypracowywanej pensji
W końcu! Bogu dzięki! Nareszcie!
Więc jak tak można marnować?! I to w samej stolicy możliwości?!
A może, może po prostu pani ma nudne życie?
Nic do życia? Zero hobby i znajomości?
Może pani bez wyobraźni, polotu, po prostu jak babka i matka zamiast sobotę wykorzystywać, wykorzystywana jest przez sobotę?
To byłoby bardzo niemodne, nie-do-znalezienia w żadnej Vivie.
To należy gdzieś zgłosić do terapeuty
Lub chociaż zatuszować sprawę lifestylowym wpisem na fejsie
Przecież wszystkie stacje radiowe nie mogą się mylić
Przecież z tego może być jakie nieszczęście
...
W tym momencie postanawiam dyskusję skończyć
I zupełnie otwarcie deklaruję chęć spędzenia wieczoru w domu, w dodatku bez znajomych i gier planszowych
Tego już za wiele.
No więc odpuszcza, już nie nachodzi - szkoda czasu na przypadek beznadziejny. A przecież czas w weekend liczy się podwójnie.
A niech idzie. Niech spisze mi na straty weekend czy życie
Nie mam czasu tłumaczyć, że odmawiam weekendowi prawa na wyłączność na szczęście
Że żyje także we wtorki, środy, kto by pomyślał! - poniedziałki
Nic nie mówię, szkoda czasu - pranie samo się nie powiesi.
sobota, 12 września 2015
haluksy
Na przykład takie haluksy
W tramwaju odkryte sandałem
A do tego stopa bezwstydnie kiwa jakby jej co przygrywało
I jeszcze ostentacyjnie lakierem oczom się narzuca
Najczerwieńszym czerwonym z całego rossmana
Albo legginsy na grubych pośladach
Oj, takich pośladów nie spushupują wszystkie calzedionie razem wzięte
A legginsy obcisłe zupełnie na serio
Nawet na kostce obciągnięte bez niedomówień lycrą 80%
I wtedy oni mówią, że sobie nie życzą
Że się nie zgadzają
Że sandały tylko po pedikiurze
A legginsy wydawane za okazaniem świadectwa wykonania regularnych przysiadów
Zwłaszcza te w nie czarnym kolorze
I tacy nowocześni, piękni są w tej niezgodzie
Estetykę broniąc własną żółcią na fejsa przelaną
Bo choć nie kładą się rejtanem przed sklepem z sandałem
Choć głowy im nie urwało w trakcie kręcenia z pogardą
Czują się obrońcami
Dumni
Piękni
Nic tylko kręcić z nimi do tvnu
A potem mijają mnie porozumiewawczo
Jak swojego
Dając znaki do boju czy komentarza
Nie wiedzą, że to właśnie ja produkuję
Legginsy na dupy zbyt duże
Lakiery podkreślające krzywiznę kolorem
Ale nic nie mówię
Przyjdzie jeszcze pora
Zdążą mnie poznać, gdy poślady z wiekiem rozrosną się niemodnie
A palce wykrzywią od butów źle ostatnim trendem wyprofilowanych
Przyjdzie jeszcze pora, by oni zechcieli zakupić to, w czym każdy ma prawo chodzić
A co dopiero nowoczesny esteta
Tylko we wrześniu superobcisłe legginsy XXXXXXXXL -70% taniej!
W tramwaju odkryte sandałem
A do tego stopa bezwstydnie kiwa jakby jej co przygrywało
I jeszcze ostentacyjnie lakierem oczom się narzuca
Najczerwieńszym czerwonym z całego rossmana
Albo legginsy na grubych pośladach
Oj, takich pośladów nie spushupują wszystkie calzedionie razem wzięte
A legginsy obcisłe zupełnie na serio
Nawet na kostce obciągnięte bez niedomówień lycrą 80%
I wtedy oni mówią, że sobie nie życzą
Że się nie zgadzają
Że sandały tylko po pedikiurze
A legginsy wydawane za okazaniem świadectwa wykonania regularnych przysiadów
Zwłaszcza te w nie czarnym kolorze
I tacy nowocześni, piękni są w tej niezgodzie
Estetykę broniąc własną żółcią na fejsa przelaną
Bo choć nie kładą się rejtanem przed sklepem z sandałem
Choć głowy im nie urwało w trakcie kręcenia z pogardą
Czują się obrońcami
Dumni
Piękni
Nic tylko kręcić z nimi do tvnu
A potem mijają mnie porozumiewawczo
Jak swojego
Dając znaki do boju czy komentarza
Nie wiedzą, że to właśnie ja produkuję
Legginsy na dupy zbyt duże
Lakiery podkreślające krzywiznę kolorem
Ale nic nie mówię
Przyjdzie jeszcze pora
Zdążą mnie poznać, gdy poślady z wiekiem rozrosną się niemodnie
A palce wykrzywią od butów źle ostatnim trendem wyprofilowanych
Przyjdzie jeszcze pora, by oni zechcieli zakupić to, w czym każdy ma prawo chodzić
A co dopiero nowoczesny esteta
Tylko we wrześniu superobcisłe legginsy XXXXXXXXL -70% taniej!
sobota, 20 września 2014
Dramat współczesny
Gabinet terapeuty. Edyp podczas którejś z kolei sesji.
Rozluźniony, żuje gumę. Terapeuta jakby spięty.
Terapeuta: Edypie, mam diagnozę
Edyp: Nareszcie!
Terapeuta: Niestety to nie są dobre wieści
Edyp: W końcu jesteś psychiatra – dajesz!
Terapeuta: Pragniesz własną matkę.
Edyp: W sensie?
Terapeuta: Matkę… chcesz mieć… nie jak matkę
Edyp: Plis, mów jak człowiek
Terapeuta: Matkę chcesz posuwać
Edyp: A! No teraz gadasz! I?
Terapeuta: I?
Edyp: No – i co dalej?
Terapeuta: Dalej? Nie ma już dalej.
Edyp: Czyli to już koniec i jestem zdrowy?
Terapeuta: No… nie.
Edyp: Więc jestem nie-normalny?!
Terapeuta: Edypie, wszystko….
Edyp: Jestem nienormalny!! Ale numer!
Terapeuta: Wszystko się ułoży…
Edyp: Oczywiście, że się ułoży! W końcu będę mógł zostać artystą!
Terapeuta: ??
Wkrótce Edyp napisze książkę „Wszystko, co chcecie
wiedzieć o mojej matce”, opisując swoje erotyczne sny z wszystkimi detalami.
Książka natychmiast stanie się bestsellerem, pokonując w rankingach „50 twarzy
Greya”. W ramach promocji Fakt zamieści zdjęcia Edypa ubranego z sukienkę
matki, a ta w telewizji śniadaniowej opowie o tym, jak być dla syna atrakcyjną w każdym wieku.
niedziela, 24 sierpnia 2014
pole
Gdy po raz kolejny nie spełni ci się wymarzona rzecz
Wciągnij dres i jedź na wieś
Tam stań na największym polu i patrz, co się stanie
Ale patrz naprawdę uważnie, nie jak przez okno w tramwaju
Nie pomiń niczego
I jeszcze obejrzyj się ze dwa razy za siebie, obojętnie przez które ramię
Wtedy na głos odpowiedz sobie: co się dzieje? co się stało?
I zapamiętaj na całe życie to NIC przez siebie wypowiadane
Tę bezczelną olewkę drzewa po prawej, ten kompletny brak zainteresowania ziemi
Wielki tyłek świata permanentnie wypięty na ciebie i twoje marzenia
Nic SIĘ nie dzieje.
I wcale nie dlatego, że wyjechałeś na wieś
To miasto nauczyło się kłamać szerokimi ulicami, sklepami, fryzjerem otwartym do 22, kinem z nastoma salami
Jak wiele w mieście się dzieje!
Jak wiele może tobie się przydarzyć!
Każdego dnia! O każdej godzinie! Może nawet już za chwilę!
Że autobus stworzony, by wozić cię do bura na codzienne spotkania z przyszłą karierą
A market stoi przede wszystkim dla twojej kolacji, naturalnie że śródziemnomorskiej
Nic dziwnego, że czasami może ci się wydawać, iż także twoje marzenia spotykają się z zainteresowaniem
Że w tym ruchu ogólnym i one przecież muszą ruszyć siłą rzeczy i pędzących tramwajów
Wtedy właśnie przypomnij sobie te chamskie pole
I że jak tam - tak i tu nic SIĘ nie stanie
I jak na polu rękawy trzeba zakasać i łapy po łokcie robotą urobić
Gdy po raz kolejny nie spełni ci się wymarzona rzecz
Obejrzyj dłonie, czy aby jak na spełnione marzenie nie są zbytnio wypielęgnowane
Wciągnij dres i jedź na wieś
Tam stań na największym polu i patrz, co się stanie
Ale patrz naprawdę uważnie, nie jak przez okno w tramwaju
Nie pomiń niczego
I jeszcze obejrzyj się ze dwa razy za siebie, obojętnie przez które ramię
Wtedy na głos odpowiedz sobie: co się dzieje? co się stało?
I zapamiętaj na całe życie to NIC przez siebie wypowiadane
Tę bezczelną olewkę drzewa po prawej, ten kompletny brak zainteresowania ziemi
Wielki tyłek świata permanentnie wypięty na ciebie i twoje marzenia
Nic SIĘ nie dzieje.
I wcale nie dlatego, że wyjechałeś na wieś
To miasto nauczyło się kłamać szerokimi ulicami, sklepami, fryzjerem otwartym do 22, kinem z nastoma salami
Jak wiele w mieście się dzieje!
Jak wiele może tobie się przydarzyć!
Każdego dnia! O każdej godzinie! Może nawet już za chwilę!
Że autobus stworzony, by wozić cię do bura na codzienne spotkania z przyszłą karierą
A market stoi przede wszystkim dla twojej kolacji, naturalnie że śródziemnomorskiej
Nic dziwnego, że czasami może ci się wydawać, iż także twoje marzenia spotykają się z zainteresowaniem
Że w tym ruchu ogólnym i one przecież muszą ruszyć siłą rzeczy i pędzących tramwajów
Wtedy właśnie przypomnij sobie te chamskie pole
I że jak tam - tak i tu nic SIĘ nie stanie
I jak na polu rękawy trzeba zakasać i łapy po łokcie robotą urobić
Gdy po raz kolejny nie spełni ci się wymarzona rzecz
Obejrzyj dłonie, czy aby jak na spełnione marzenie nie są zbytnio wypielęgnowane
wtorek, 29 lipca 2014
cham(nie)cham
Schody ruchome. Arkadia za życia
On i Małżona stoją na całej szerokości wobec naszego pośpiechu
Nic to
Idziemy z nadzieją, że na "przepraszam" udostępnią pas szybkiego ruchu
Ale zanim wdech wezmę, by przepraszać ich na bok
On zauważa
On się domyśla
On wie, co należy
On działa wspaniałomyślnie, wcale nie czekając na instrukcje
Więc przedramieniem spycha Oną zaskoczoną
?
Więc ją usuwa cielskiem bez uprzedniego przepraszam czy kochanie
??
Więc jej "weź sie posuń" z kopary wypuszcza
???
Dziękuję
Dziękuję
I szybko spieprzamy.
Bo przecie wstyd nam trochę przed wciśniętą w pobocze Małżoną
On i Małżona stoją na całej szerokości wobec naszego pośpiechu
Nic to
Idziemy z nadzieją, że na "przepraszam" udostępnią pas szybkiego ruchu
Ale zanim wdech wezmę, by przepraszać ich na bok
On zauważa
On się domyśla
On wie, co należy
On działa wspaniałomyślnie, wcale nie czekając na instrukcje
Więc przedramieniem spycha Oną zaskoczoną
?
Więc ją usuwa cielskiem bez uprzedniego przepraszam czy kochanie
??
Więc jej "weź sie posuń" z kopary wypuszcza
???
Dziękuję
Dziękuję
I szybko spieprzamy.
Bo przecie wstyd nam trochę przed wciśniętą w pobocze Małżoną
niedziela, 27 lipca 2014
Hulaj Dupa!
Plaża
Prawie nadzy
Rzadko ładni
Z odkrytymi boczkami
A jednak jakby swobodniejsi i pewniejsi niż w autobusie markecie czy urzędzie
A jednak jakby lepiej się ze sobą czują tu na widok wywaleni niż w jesiennych płaszczach szczelnych pod samą szyję
I ewidentnie cieszy ich wolność od pasków, guzików i gumek zbyt ciasnych
Od ubrań dyktatu, które robią, co mogą, by wygląd boczków poprawić czy nogę wydłużyć
Ale czy właśnie tym poprawianiem wydłużaniem ludzi nie poniżają?
Pod byle pretekstem ukrywają?
Chować, wstydzić się każą własnej nogi dupy rodzonej?!
Ale nie tu.
Tu każdy może
A nawet musi, bo w zakryciu nie wypada, a i podejrzenia rodzi niepotrzebne
Tu nikt nie wymówi się choćby wielkim brzuchem
I bogu dzięki
I kij w oko pieprzonym estetom
To jest mój brzuch
To jest moja dupa
I będę z nimi leżał, jak mi się podoba
Hulaj dupa, szafy nie ma!
Prawie nadzy
Rzadko ładni
Z odkrytymi boczkami
A jednak jakby swobodniejsi i pewniejsi niż w autobusie markecie czy urzędzie
A jednak jakby lepiej się ze sobą czują tu na widok wywaleni niż w jesiennych płaszczach szczelnych pod samą szyję
I ewidentnie cieszy ich wolność od pasków, guzików i gumek zbyt ciasnych
Od ubrań dyktatu, które robią, co mogą, by wygląd boczków poprawić czy nogę wydłużyć
Ale czy właśnie tym poprawianiem wydłużaniem ludzi nie poniżają?
Pod byle pretekstem ukrywają?
Chować, wstydzić się każą własnej nogi dupy rodzonej?!
Ale nie tu.
Tu każdy może
A nawet musi, bo w zakryciu nie wypada, a i podejrzenia rodzi niepotrzebne
Tu nikt nie wymówi się choćby wielkim brzuchem
I bogu dzięki
I kij w oko pieprzonym estetom
To jest mój brzuch
To jest moja dupa
I będę z nimi leżał, jak mi się podoba
Hulaj dupa, szafy nie ma!
czwartek, 2 stycznia 2014
podejrzenia
Nie ufam ludziom zbyt długo sączącym wino z kieliszka
Bo czy to nie podejrzane
Wino nalewane jakby zupełnie nie do picia
Na jedną czwartą wysokości kieliszka (a ten im większy, tym lepiej, bo mniej się wydaje)
Jakby bardziej zależało, by wino mieć, potrzymać na nóżkę, jakby w ogóle nie chodziło o picie
I dajmy spokój z tą naciąganą ideą smakowania
Ilu potrafi wyczuć różnice?
Ilu dla smaku zmawia wino droższe zamiast tego za 12 złotych od kieliszka, które z winem niewiele ma wspólnego, a najmniej w smaku?
Ilu zawartość procentów nie interesuje, mając na uwadze wyłącznie degustacyjne cele?
Więc czy to nie podejrzane
Bo nie o smak, nie o picie picia, nie o alkohol w alkoholu... Więc...
Jak takim zaufać?
Jak swobodnie się rozsiąść
Jak nie dbać o prawidłową odmianę słów przez przypadki, ułożenie włosa czy pomadki
Jak oni tak cali w ceremoniale piją nie dla picia
Bo kto mi zaręczy, że oni też nie mówią bez mówienia i nie patrzą bez patrzenia?!
Nie ufam ludziom zbyt długo sączącym wino z kieliszka
Gdy moja pigwówka kończy się tak szybko
Bo czy to nie podejrzane
Wino nalewane jakby zupełnie nie do picia
Na jedną czwartą wysokości kieliszka (a ten im większy, tym lepiej, bo mniej się wydaje)
Jakby bardziej zależało, by wino mieć, potrzymać na nóżkę, jakby w ogóle nie chodziło o picie
I dajmy spokój z tą naciąganą ideą smakowania
Ilu potrafi wyczuć różnice?
Ilu dla smaku zmawia wino droższe zamiast tego za 12 złotych od kieliszka, które z winem niewiele ma wspólnego, a najmniej w smaku?
Ilu zawartość procentów nie interesuje, mając na uwadze wyłącznie degustacyjne cele?
Więc czy to nie podejrzane
Bo nie o smak, nie o picie picia, nie o alkohol w alkoholu... Więc...
Jak takim zaufać?
Jak swobodnie się rozsiąść
Jak nie dbać o prawidłową odmianę słów przez przypadki, ułożenie włosa czy pomadki
Jak oni tak cali w ceremoniale piją nie dla picia
Bo kto mi zaręczy, że oni też nie mówią bez mówienia i nie patrzą bez patrzenia?!
Nie ufam ludziom zbyt długo sączącym wino z kieliszka
Gdy moja pigwówka kończy się tak szybko
piątek, 27 grudnia 2013
modelka
Czy modelka...
Patrząca na siebie gazetową
szminka
szpilka
sukienka
Patrząca na siebie gotową
lakier do włosów
włosy do góry
góra z wyciętym dołem
Patrząca na siebie zrobioną
Czy czuje się wobec siebie pięknie ze sobą?
Czy czuje się wobec siebie brzydko ze sobą?
Czy przegląda siebie w pełnym makeupie?
Czy bez przygotowań, na surowo?
Albo
Czy zazdrość spływającą z ust czytelniczek oglądaczek
Kieruje pod swoim adresem czy przyjmuje wyłącznie na łamach prasy?
Czy wiesza zdjęcia na ścianie jako dowód, że może
Czy usuwa z zasięgu wzroku, by nie podkreślać, że aktualnie niekoniecznie?
Oczywiście
Można przypuszczać pełne zawodowstwo i modelowanie bez osobistych urazów
Można przyjąć, że profesjonalnie ma dystans i świadomość technik komputerowych
A nawet przypisywać jej nadzieję na ich zastosowanie i gotowość na pełną obróbkę siebie
Tylko nawet gdyby tak było
Czy to wpłynie na czytelniczkę i jej profesjonalizm odbioru?
Czy to pozwoli jej oglądać modelkę jako zamysł, ideę, wizję na niej urzeczywistioną?
Czy odwiedzie od poszukiwań dowodów w postaci zdjęć bezmakijażowych podczas zakupów spożywczych?
Czy zapobiegnie oskarżeniom o phostohopa, krótsze nogi i przedłużone włosy?
Bo jeśli nie
Jeśli mimo profesjonalizmu modelka oglądana jest dosłownie i z pretensjami do realizmu
To
Czy modelka wobec siebie gazetowej czuje się pięknie czy brzydko ze sobą?
Patrząca na siebie gazetową
szminka
szpilka
sukienka
Patrząca na siebie gotową
lakier do włosów
włosy do góry
góra z wyciętym dołem
Patrząca na siebie zrobioną
Czy czuje się wobec siebie pięknie ze sobą?
Czy czuje się wobec siebie brzydko ze sobą?
Czy przegląda siebie w pełnym makeupie?
Czy bez przygotowań, na surowo?
Albo
Czy zazdrość spływającą z ust czytelniczek oglądaczek
Kieruje pod swoim adresem czy przyjmuje wyłącznie na łamach prasy?
Czy wiesza zdjęcia na ścianie jako dowód, że może
Czy usuwa z zasięgu wzroku, by nie podkreślać, że aktualnie niekoniecznie?
Oczywiście
Można przypuszczać pełne zawodowstwo i modelowanie bez osobistych urazów
Można przyjąć, że profesjonalnie ma dystans i świadomość technik komputerowych
A nawet przypisywać jej nadzieję na ich zastosowanie i gotowość na pełną obróbkę siebie
Tylko nawet gdyby tak było
Czy to wpłynie na czytelniczkę i jej profesjonalizm odbioru?
Czy to pozwoli jej oglądać modelkę jako zamysł, ideę, wizję na niej urzeczywistioną?
Czy odwiedzie od poszukiwań dowodów w postaci zdjęć bezmakijażowych podczas zakupów spożywczych?
Czy zapobiegnie oskarżeniom o phostohopa, krótsze nogi i przedłużone włosy?
Bo jeśli nie
Jeśli mimo profesjonalizmu modelka oglądana jest dosłownie i z pretensjami do realizmu
To
Czy modelka wobec siebie gazetowej czuje się pięknie czy brzydko ze sobą?
wtorek, 24 września 2013
traktor
Nie ma większej ściemy niż to, że człowiek może być, kim chce
Nie ma większej prawdy niż to, że człowiek może być, kim chce
Jako pierwsi żyjemy w czasach - piszą naukowcy nie tylko z Ameryki - w których syn chłopa może być prawnikiem, syn prawnika chłopem.
Wszystko jest płynne, możliwe - świat stoi otworem.
Więc cudowna obietnica rozpala serca milionów.
Nad łóżkiem wieszamy plakaty postaci, którą możemy być.
Na lodówce - zdjęcia miejsc, które możemy odwiedzić.
Czytamy o przeżyciach i sytuacjach, które możemy sami doświadczyć.
Oglądamy w kinach losy, które sami możemy przeżyć.
I coraz więcej wiemy, co możemy.
Jeżdżę traktorem i wiem, że mógłbym studiować prawo, być sportowcem, aktorem...
Jeżdżę traktorem i wiem, że naukowcy mówią, iż zamiast tego teoretycznie mógłbym studiować prawo, być sportowcem, aktorem...
Jeżdżę więc tym cholernym traktorem i wiem, że mógłbym studiować prawo, być sportowcem albo aktorem
Jeżdżę więc ciągle tym jebanym traktorem i wiem, że nie studiuję prawa, nie jestem sportowcem ani kurwa aktorem.
Jeżdżę i czekam, aby spotkać tego frajera, który powiedział mi, co mogę.
Posadzę go na traktorze i każę być, kim chce.
Studiować prawo
Zostać sportowcem
Sławnym aktorem
Posadzę na traktorze i każę myśleć o wszystkim, co może.
Nie ma większej prawdy niż to, że człowiek może być, kim chce
Jako pierwsi żyjemy w czasach - piszą naukowcy nie tylko z Ameryki - w których syn chłopa może być prawnikiem, syn prawnika chłopem.
Wszystko jest płynne, możliwe - świat stoi otworem.
Więc cudowna obietnica rozpala serca milionów.
Nad łóżkiem wieszamy plakaty postaci, którą możemy być.
Na lodówce - zdjęcia miejsc, które możemy odwiedzić.
Czytamy o przeżyciach i sytuacjach, które możemy sami doświadczyć.
Oglądamy w kinach losy, które sami możemy przeżyć.
I coraz więcej wiemy, co możemy.
Jeżdżę traktorem i wiem, że mógłbym studiować prawo, być sportowcem, aktorem...
Jeżdżę traktorem i wiem, że naukowcy mówią, iż zamiast tego teoretycznie mógłbym studiować prawo, być sportowcem, aktorem...
Jeżdżę więc tym cholernym traktorem i wiem, że mógłbym studiować prawo, być sportowcem albo aktorem
Jeżdżę więc ciągle tym jebanym traktorem i wiem, że nie studiuję prawa, nie jestem sportowcem ani kurwa aktorem.
Jeżdżę i czekam, aby spotkać tego frajera, który powiedział mi, co mogę.
Posadzę go na traktorze i każę być, kim chce.
Studiować prawo
Zostać sportowcem
Sławnym aktorem
Posadzę na traktorze i każę myśleć o wszystkim, co może.
sobota, 14 września 2013
wiedza
- Wiesz co... już Cię nie kocham.
- Wiem.
- Aha...
- ...
- A wiedziałaś, że wiewiórka to gryzoń?
- Wiem.
- Aha...
- ...
- A wiedziałaś, że wiewiórka to gryzoń?
poniedziałek, 9 września 2013
love (trolling edition)
Akt I
Mateo: Julio!
Julia: Mateo!
Mateo: Och!
Julia: Ach!
Akt 2
Julia: Oni nas rozdzielą, zobaczysz!
Mateo: Nigdy - choćbym miał zginąć
Julia: Tak mówisz... tylko.
Mateo Chcesz dowodu?
Julia: Nie no, spoko - rozumiem, że to taka metafora była tylko...
Mateo: Chcesz?
Julia: Przecież oboje wiemy, że to takie gadanie tylko...
Mateo nie wytrzymuje - na dowód swojej miłości łyka truciznę; umiera.
Julia na martwo padającego Mateo reaguje wywróceniem oczu.
Julia: Dżizas, ten też wziął to na serio?!
Mateo: Julio!
Julia: Mateo!
Mateo: Och!
Julia: Ach!
Akt 2
Julia: Oni nas rozdzielą, zobaczysz!
Mateo: Nigdy - choćbym miał zginąć
Julia: Tak mówisz... tylko.
Mateo Chcesz dowodu?
Julia: Nie no, spoko - rozumiem, że to taka metafora była tylko...
Mateo: Chcesz?
Julia: Przecież oboje wiemy, że to takie gadanie tylko...
Mateo nie wytrzymuje - na dowód swojej miłości łyka truciznę; umiera.
Julia na martwo padającego Mateo reaguje wywróceniem oczu.
Julia: Dżizas, ten też wziął to na serio?!
wtorek, 3 września 2013
miejsce
Opalona na tyle, że wyglądam zdrowiej niż się czuję
Wsiadam do wagonu powiewając sukienką zbyt szałową jak na wtorkową przejażdżkę metrem
Wchodzę i od razu ich widzę
Oczywiście, że niby nie widzę
Siedzą zmęczonym siadem
Oddychają jakby skoncentrowani, by następny wdech też się udał
Patrzą na świat, który coraz mniej ich dotyczy
Staruszkowie starsi starzy
W kurtkach, w których wcale nie jest im za ciepło
Schodzę im z oczu
Albo kryję przynajmniej za panem z nadwagą
Po co im to
Na co przypominać sobie, że latem nie nosi się rajstop
Zwłaszcza den 60
Po kiego oglądać im moje jeszcze nieobwisłe, uczepione drążka ramię
Po co mi to
Na co przypominać sobie, że tak się stanie
Szybciej niż się wydaje
Po kiego oglądać swoją przyszłość na ich twarzach
Najlepiej zostać na swoim miejscu
Nie wiedzieć za często
Jak to było
Jak to będzie
To wcale nie za dobrze wiedzieć, że można inaczej niż się samemu jest
Wsiadam do wagonu powiewając sukienką zbyt szałową jak na wtorkową przejażdżkę metrem
Wchodzę i od razu ich widzę
Oczywiście, że niby nie widzę
Siedzą zmęczonym siadem
Oddychają jakby skoncentrowani, by następny wdech też się udał
Patrzą na świat, który coraz mniej ich dotyczy
Staruszkowie starsi starzy
W kurtkach, w których wcale nie jest im za ciepło
Schodzę im z oczu
Albo kryję przynajmniej za panem z nadwagą
Po co im to
Na co przypominać sobie, że latem nie nosi się rajstop
Zwłaszcza den 60
Po kiego oglądać im moje jeszcze nieobwisłe, uczepione drążka ramię
Po co mi to
Na co przypominać sobie, że tak się stanie
Szybciej niż się wydaje
Po kiego oglądać swoją przyszłość na ich twarzach
Najlepiej zostać na swoim miejscu
Nie wiedzieć za często
Jak to było
Jak to będzie
To wcale nie za dobrze wiedzieć, że można inaczej niż się samemu jest
Subskrybuj:
Posty (Atom)